Czy ten e-mail naprawdę jest od Twojego dostawcy?
Wklej otrzymaną wiadomość. Zostanie odczytana tutaj, w Twojej przeglądarce, a Ty dostaniesz odpowiedź prostym językiem: co zauważono, co to znaczy i co zrobić, zanim cokolwiek zapłacisz.
Wiadomość jest odczytywana w Twojej przeglądarce i nigdy nie jest wysyłana. Zapisywany jest wyłącznie wynik, i tylko jeśli utworzysz link do udostępnienia — nigdy sam e-mail, jego temat ani adresaci.
Gdzie to znajdę?
- Gmail: otwórz wiadomość, kliknij trzy kropki obok „Odpowiedz”, potem „Pokaż oryginał”. Skopiuj wszystko z tej strony.
- Outlook: otwórz wiadomość w osobnym oknie, potem Plik → Właściwości. Skopiuj pole „Nagłówki internetowe”.
- Apple Mail: otwórz wiadomość, potem Widok → Wiadomość → Źródło. Skopiuj wszystko.
Co zrobić, gdy dostawca prosi o zmianę numeru rachunku →
Co naprawdę oznacza „dkim=pass” →
Pytania
Czy mój e-mail jest gdzieś wysyłany?
Nie. Jest odczytywany wewnątrz Twojej przeglądarki i nigdy nie trafia na ten serwer. Twoje urządzenie opuszczają dwa małe zapytania — o opublikowany klucz domeny nadawcy i o datę jej rejestracji — i oba zawierają wyłącznie nazwę domeny, nigdy fragmentu wiadomości.
Czym różnią się te trzy poziomy?
Jeśli wkleisz pełną wiadomość oryginalną, podpis cyfrowy jest sprawdzany tutaj i odpowiedź jest nasza. Jeśli wkleisz same nagłówki, da się odczytać tylko werdykt, który Twój własny serwer zapisał przy doręczeniu — prawdziwy i przydatny, ale to nie jest nasza weryfikacja, a nagłówki to tekst jak każdy inny. Jeśli nie ma ani jednego, ani drugiego, można sprawdzić wyłącznie publiczne ustawienia domeny nadawcy.
Pisze, że nie znaleziono nic podejrzanego. Czy mogę zapłacić fakturę?
Nie na podstawie tej strony. Najczęstsze oszustwo fakturowe to prawdziwy dostawca z włamaniem na skrzynkę: e-mail naprawdę pochodzi z jego domeny, wszystkie sprawdzenia wypadają dobrze, a numer rachunku i tak należy do napastnika. Jeśli ten e-mail prosi o zmianę danych do płatności, zadzwoń pod numer, który już miałeś.
Po co domena mojego dostawcy?
Aby porównać ją z domeną, z której wiadomość faktycznie przyszła. Podróbkę widać dopiero obok oryginału — supp1ier.com czyta się jak supplier.com, dopóki nie ustawi się ich jedno pod drugim. Bez niej można sprawdzić tylko to, co domena nadawcy mówi sama o sobie.
Podpisu nie dało się sprawdzić.
Niektóre podpisy celowo obejmują tylko część wiadomości, niektóre używają algorytmu, który nie jest już uznawany za bezpieczny, a niektóre klucze zostały wycofane. W każdym z tych przypadków uczciwa odpowiedź brzmi: niczego nie udowodniono — i to właśnie jest zgłaszane, nigdy wynik pozytywny.